07 stycznia 2016

Podsumowanie 2015 roku i pięć lat bloga

Najwyższa pora na pierwszy wpis w 2016 roku. Jak nietrudno wywnioskować z tytułu, będzie on krótkim podsumowaniem tego, co wydarzyło się u mnie rowerowo w roku ubiegłym, a i znajdzie się też parę słów o blogu jako takim, bo jak by nie patrzeć stuknęło mu właśnie pięć lat zagracania internetu :) Do rzeczy...


Cóż, jak zwykle chciałoby się przejechać więcej kilometrów. Łącznie wyszło ich w ubiegłym roku 3617,60. I mało i dużo. Mało, porównując na pewno do innych rowerowych zboczeńców, trzaskających niejednokrotnie kilka razy tyle. Dużo, bo wiem ile miałem okazji do jazdy i wiem, że jeśli jakaś się pojawiała to ją wykorzystywałem. Niewiele (75 km, czyli jednej jazdy ;)) zabrakło do wyrównania wyniku z poprzedniego roku, ale nie będę z tego powodu rozpaczał.

W styczniu i lutym na drodze do większej liczby kilometrów stanęło choróbsko i marna pogoda. Choruję naprawdę bardzo rzadko, ale musiałem widocznie nadrobić poprzednie lata... Od marca kilometrów zaczęło systematycznie przybywać, było sporo (mocne słowo ;)) samotnych wypadów, ale trafiło się też kilka z Kolarską Grupą Starobabicką. W maju zaś planowaliśmy z żoną być w trakcie urlopu na piętnastym etapie Giro d'Italia z metą na Madonna di Campiglio. Na drodze stanęły jednak różne zdrowotne problemy żony i musieliśmy zrezygnować z wyjazdu, ale załóżmy, że co się odwlecze to nie uciecze. W czerwcu mieliśmy okazję posiedzieć trochę na działce i kolejny raz mogłem się przekonać ile daje chociażby ten jeden czy dwa wypady na szosę w tygodniu więcej. Mogłem też pokręcić się po niejednokrotnie nowych odcinkach, co bez wątpienia było fajną odskocznią od standardowych, nieco już oklepanych odcinków w okolicy domu - wszystkie wypady były oczywiście swego czasu szczegółowo opisane ;) W lipcu natomiast Polskę zaatakowała konkretna fala upałów i kreski na termometrze przekraczały dość znacząco 30°C. Zdarzyło mi się jechać w takich warunkach ponad 100 km (tym i tym razem) i nie ukrywam, że solidnie mnie te wypady wyczerpały. Sierpień to z kolei Tour de Pologne, którego pierwszy etap odbywał się w Warszawie. Udało mi się na nim pojawić, pooglądać sobie prosów i ich maszyny, poczuć kolarską atmosferę i zrobić trochę zdjęć, do których teraz z przyjemnością sobie wracam - krótka relacja tutaj. Jeszcze w sierpniu znowu dopadła mnie na chwilę jakaś zaraza, ale na szczęście zdążyłem się wykurować przed wrześniowym urlopem. Kilometrów przybyło więc w tym czasie odpowiednio mniej, a w międzyczasie pojawiły się jeszcze śluby, wesela i inne zjawiska, które nieco wybiły mnie z rytmu. Przyszła jesień i choć w październiku udało mi się jeszcze złapać parę jazd, to dni zaczęły robić się coraz krótsze. Kiedy aura była wyjątkowo niesprzyjająca, sięgałem po trenażer i starałem się utrzymać nogi w jakiejkolwiek formie żeby nie musieć później budować wszystkiego od początku. Minął listopad, przyszedł grudzień, przedświąteczne przygotowania, Boże Narodzenie i choć pogoda nie była najgorsza to niestety na drodze stanął brak czasu. 2015 rok się skończył i obecnie trzeba zająć się zbieraniem kilometrów w tym - 2016 - roku. Czas pokaże... :)

A jakie są plany na ten rok? Zresztą... Może nie tyle plany co pomysły. Bikefitting, Rondo Babka i po prostu łapanie szosowych kilometrów. Tak naprawdę, bikefitting mam już za sobą - relacja wkrótce! :) Rondo chciałbym przeżyć chociaż raz, bo chociaż różne opinie się o tej ustawce słyszy to mimo wszystko dziwnie byłoby mieszkać w Warszawie, jeździć na szosie i ani razu nie wpaść pod Arkadię na najbardziej znaną warszawską zbiórkę. Do tego będę oczywiście potrzebował jakiegoś konkretniejszego przygotowania, ale próbować można ;)

Tak jak minął 2015 rok, tak mój skromny blog obchodzi właśnie piąte urodziny. Pięć lat opisywania każdego (dosłownie) szosowego wypadu, które w międzyczasie urozmaicane było innymi rowerowymi wpisami. Podobnie jak w przypadku liczby przejechanych kilometrów, tak w przypadku liczby wpisów prawie udało mi się wyrównać wynik z ubiegłego roku - w 2015 napisałem tylko jeden wpis mniej niż w 2014, co w porównaniu z tendencją z poprzednich lat jest całkiem niezłym wynikiem ;) Od tego roku zdecydowałem się jednak zaprzestać tak szczegółowej dokumentacji mojego szosowania. Przez te pięć lat trochę się pozmieniało, czasu nie ma już niestety tyle co kiedyś, a jak by nie patrzeć, naskrobanie tych kilku zdań czasem mi chwilę zajmowało. Może ten czas poświęcę na złapanie kilku kilometrów więcej, rozciąganie, odpoczynek (regenerację ;)) czy po prostu nierowerowe życie. Mam nadzieję, że mimo to blog nie umrze i co jakiś czas uda mi się napisać parę zdań na jakieś okołorowerowe tematy. Niejako w zamian postanowiłem założyć sobie konto na jedynym słusznym kolarskim portalu społecznościowym ;) czyli na Stravie. Gdyby ktoś miał ochotę śledzić moje zmagania z kilometrami - zapraszam do obserwowania, chociaż uprzedzam, że szału raczej nie będzie :) Nie wiem na ile wchłonie mnie cała zabawa ze Stravą, dlatego też nie zamierzam rezygnować z archaicznego odnotowywania cyferek w excelowych tabelkach. I to chyba tyle większych zmian... Życzę Wam mnóstwa kilometrów w 2016 roku i spełnienia rowerowych marzeń. Wpisów będzie odtąd mniej, ale mimo to serdecznie zapraszam do czytania tych, które co jakiś czas będą się pojawiały!

11 komentarzy:

  1. Powodzenia, dużo zdrowia, dobrej pogody przejechanych kilometrów życzę w tym roku!

    OdpowiedzUsuń
  2. Udanego roku i spełnienia wszystkich zakładanych celów :-) Mam nadzieję, że wpisów zbytnio nie ubędzie jednak w nadchodzącym roku... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Niech wypełnią się wszystkie twe założenia i po prostu niech się kręci :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystkiego dobrego w nowym roku Pawle ;-)
    Do zobaczenia na trasie...

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo dziękuję za wszystkie życzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla Ciebie również wszystkiego najlepszego Pawle i wielu kilometrów (choć nie wątpię, że te, które za Tobą są mega ciężko przepracowane!).
    Trzymaj się i blog umrzeć nie może!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki Rafał! Aż tak dramatycznie bym tego nie określał :) Owszem, część może faktycznie "bolała", ale mimo wszystko staram się czerpać z jazdy jak najwięcej radochy :). Bloga zabijać nie zamierzam, a chcę jedynie spróbować nieco lepiej wyważyć proporcje życie/rower/blog ;)

      Pozdrawiam, wszystkiego dobrego!

      Usuń
  7. Powodzenia i kolejnych rowerowych kilometrów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, Tobie również - oby maratonów było jeszcze więcej niż w zeszłym roku :)

      Usuń
  8. Szerokości i równego jak stół asfaltu na każdym kilometrze kolejnych wypraw rowerowych. Pozdrowienia z Lublina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, równy asfalt zawsze mile widziany :) Wszystkiego dobrego!

      Usuń