23 maja 2011

Z krótką wizytą w Przasnyszu

2 dni ciszy na blogu spowodowane były wspominanym wyjazdem na ślub. A był on w Przasnyszu. Ponieważ z założenia jest to blog przede wszystkim rowerowy, to nie będzie o ślubie tylko o tym, z czym pewnie zdecydowanej większości rowerzystów kojarzy się Przasnysz. Tak, jest tam siedziba i fabryka Krossa :) Tak się złożyło, że nocowaliśmy w hotelu Imperium, którego okna wychodzą częściowo na fabrykę. Co prawda w hotelu i jego okolicy zbyt dużo czasu nie spędziliśmy (jak i w godzinach raczej mało sprzyjających zwiedzaniu - od ok. 4 do 9 rano ;)), ale pamiątkowe zdjęcia z Krossem w tle udało się w niedzielę rano zrobić. Tak łatwo jednak nie było, bo od razu wyskoczył do nas widoczny na pierwszym zdjęciu pan z ochrony i z żądaniem pokazania mu aparatu stwierdził, że zdjęć nie można robić, bo to teren prywatny... Ja tam się nie znam, ale prywatny to chyba nie wojskowy czy jaki tam, tym bardziej że znaków z przekreślonym aparatem nie stwierdziliśmy. Po krótkich negocjacjach i wyjaśnieniu, że jestem rowerowym zboczeńcem udało się załagodzić sytuację i rozstaliśmy się w pokojowych nastrojach z zapowiedzią tego, że jeszcze będę tam pracował ;) Kurczę, że też nie mogli działać w Warszawie... Wtedy codziennie, aż do skutku, wysyłałbym im swoje CV, a biorąc pod uwagę mój święty dyplom inżyniera Wydziału Inżynierii Produkcji PW na pewno by mnie przyjęli. Na pewno...! ;)



Wesele jak najbardziej udane. Obawiam się jednak, że moje gardło ma nieco inną opinię na ten temat, ale ono głosu w tej sprawie nie ma - dosłownie :) W planie był dziś jakiś dłuższy rowerek, ale biorąc pod uwagę dość późną pobudkę, parę naukowych rzeczy do zrobienia i podejrzaną, niezdecydowaną pogodę, skończy się pewnie na dniu przerwy albo jakimś króciutkim dystansie. Może jutro coś większego...?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz