27 stycznia 2014

Biegówki na Młocinach i Przystanek Młociny

Za oknem zima. Ilość czasu na jazdę była w ubiegłym tygodniu odwrotnie proporcjonalna do tego, ile było do zrobienia w pracy. W weekend udało się jednak nadrobić trochę ruchowych zaległości!

Biegówki. Pomysł ten zrodził się w głowie mojej żony już jakiś czas temu, ale albo nie było śniegu albo czasu albo pojawiała się jeszcze jakaś inna przeszkoda. Przyznam, że sam początkowo nie wykazywałem jakiegoś wielkiego entuzjazmu - szukałem raczej jakiejś okazji do wyjścia na szosę, ale kolejny raz przekonałem się, że czasami warto posłuchać żony... ;)

M odnalazła Biegówki na Młocinach (Facebook). Przed 10:00 zameldowaliśmy się na miejscu żeby zobaczyć z czym to się je - na nartach biegowych nie jeździliśmy nigdy :) W planach były zajęcia dla początkujących z instruktorem, więc dla nas idealnie. Tak naprawdę, od początku nam się spodobało. Zarówno atmosfera panująca na zajęciach jak i sama jazda, chociaż w naszym przypadku dopiero powoli zaczynało to przypominać jakąkolwiek jazdę. Początkowo ciężko było mi się pozbyć zjazdowych przyzwyczajeń (zwłaszcza przez to, że w biegówkach wpięta jest tylko przednia część buta), ale im dalej, tym było lepiej. Trafiliśmy też na świetną pogodę - chociaż na termometrze było -18°C, to bardzo pozytywnie nastrajało bezchmurne niebo i słońce, za którym zdążyłem się już stęsknić w ciągu tych ostatnich dni. Spędziliśmy naprawdę fajne dwie godziny na świeżym, mroźnym powietrzu i czuję, że to nie ostatni raz, kiedy pojawiliśmy się w Parku Młocińskim. Swoją drogą, był to jeden ze standardowych celów (albo też półcelów ;)) moich rowerowych wypadów jeszcze za górskich czasów. Wspomnienia na pewno są i będą pozytywne, zarówno z biegówek jak i roweru. Szczerze polecam wszystkim!

Poniżej jeszcze trzy zdjęcia - jakiś dowód musi być, prawda? Cała (ponad trzydzieści osób!) ekipa, ja i moja wspaniałomyślna żona ;)




Ale, ale... To nie koniec. Jest jeszcze wisienka na biegówkowym torcie i akcent rowerowy w jednym. Otóż właściciel wypożyczalni (swoją drogą bardzo sympatyczny gość, a i ma za sobą rowerową przeszłość, więc dodatkowy plus ;)) jest jednocześnie właścicielem knajpy Przystanek Młociny, oddalonej od wypożyczalni dosłownie o rzut beretem kaskiem:


Ornamenty przy wejściu dość jasno określają docelową grupę klientów... :)


Nic dodać, nic ująć. Wystrój i atmosfera jest mocno swobodna i wg mnie bardzo fajnie pasuje do miejsca o takim charakterze. Podczas naszej wizyty nie zdążyliśmy niestety zapoznać się organoleptycznie z całą zawartością menu, ale myślę, że każdy narciarski/rowerowy/biegowy zapaleniec znajdzie coś dla siebie. Jedzeniu oraz piciu może też towarzyszyć czytanie lektur branżowych (przy okazji - o książce Ullricha pisałem dwa lata temu):


Kiedy już uzupełnimy płyny i kalorie, przyjdzie zapewne moment, kiedy części tych płynów trzeba się będzie pozbyć... A można to zrobić w miejscu oznaczonym w wyjątkowo rowerowy sposób :)


W ten też sposób dobiegła końca nasza wizyta na Młocinach. Jak wspomniałem wcześniej, mam nadzieję, że nie ostatnia.

W niedzielę zaś uraczyłem authora sporą ilością śnieżnej brei, ale o tym będzie następnym razem... :)

15 komentarzy:

  1. oj biegówki mmm... parę dobrych late temu po 20 km się biegało ale porzuciłem biegówki dla roweru :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pewnym sensie na pewno dobrze na tym wyszedłeś... :)

      Usuń
  2. Krzysiek biegówki odstawił, ja z kolei za biegówki od lat planuję się wziąć, ale zawsze wychodzi jakieś "ale". Za to cieszę się, że Wy wreszcie spróbowaliście i że się Wam spodobało! Teraz mam jeden powód więcej, żeby kiedyś wreszcie spróbować ;)

    Tabliczki w toalecie - mistrzostwo świata :))) Czy mógłbym wkleić ich zdjęcie u siebie, oczywiście należycie podlinkowane?

    Swoją drogą, miło wreszcie zobaczyć Twoją legendarną Małżonkę, o której do tej pory (o ile się nie mylę) mogliśmy tylko czytać :D


    Pozdrowienia dla Was!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki żeby Tobie również udało się zrobić pierwszy krok w kierunku biegówek. Właściwie to drugi, bo pierwszy - SOLIDNE POSTANOWIENIE - już zrobiłeś ;)

      Osobiście nie mam nic przeciwko w kwestii zdjęcia - wstawiaj i szerz wszem i wobec rowerową propagandę! :)

      Heh, legendarną :D Muszę Cię jednak zmartwić - mylisz się - kiedyś pojawiło się już jej zdjęcie :) Daruję sobie zadania typu "znajdź sam", bo szkoda na to czasu (czas to pieniądz, a za pieniądze można kupić nowe części do roweru :D) - zapraszam do tego wpisu. Jedno z moich ulubionych zdjęć... ;)

      Dzięki, pozdrowienia również od nas dla Was! :)

      Usuń
    2. Jak to być mogło, że przeoczyłem tę notkę? To wprost niewiarygodne, kajam się :D Zdjęcie faktycznie piękne, a okoliczności wprost wspaniałe :)

      Dzięki za pozwolenie. Zdjęcie z największą chęcią wstawię na złym Twarzoksięgu ;)

      Pozdrawiamy!

      Usuń
    3. Ja też nie wiem jak to się stało, ale tym razem Ci wybaczam :D A następnym razem przy podobnej wpadce będzie chłosta zardzewiałym łańcuchem...! ;)

      A swoją drogą - widzę, że zbyt rzadko odwiedzam Twój fanpejdż (tak to się zwie? ;)) na FB - widzę tam mnóstwo ciekawostek... :)

      Usuń
    4. Wprawdzie robi mi się słabo na sam dźwięk słowa "fan", ale nomenklatura jest jaka jest ;) Tak czy inaczej, zapraszam :)

      Usuń
    5. No faktycznie, niektórych rzeczy się nie przeskoczy, tym bardziej jeśli to ŚWIĘTY FEJS :) Dzięki, chętnie skorzystam, aczkolwiek nie będę niestety mógł bezpośrednio wyrazić zachwytu poprzez eee... "lajkowanie" :)

      Usuń
    6. Co zrobić, będę musiał pogodzić się z tą stratą... Za to w duchu będę po cichu wierzył, że raz na jakiś czas coś Ci się spodoba :D

      Usuń
    7. Jeśli chcesz, będę Ci przygotowywał comiesięczne raporty z ilością moich LAJKÓW ;)

      Usuń
  3. Póki co zimą pozostaję wierny desce snbd ;-) ale kto wie co za rok się stanie ;-) Bardzo pozytywny pomysł małżonki :-) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że do deski mnie jakoś nie ciągnie... Chociaż w sumie do biegówek też mnie nie ciągnęło ;) Może też dlatego, że jeżeli na czymś w ogóle zjeżdżałem w zimie to był to narty. A deska - kto wie, może kiedyś? Może nie wiem, co tracę? :)

      Również pozdrawiam!

      Usuń
  4. Siedziałam za Wami, widziałam jak fotografujecie przewodniki i zastanawiałam się na jakim blogu to zostanie umieszczone. Miło wylądować u Was :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sekunda, to Wy się znacie?! :D

      Jagusia, my się znamy z forum WOŚP :D

      Usuń
    2. @Jadwiga:

      No proszę, czyżbyśmy aż tak rzucali się w oczy...? ;) Cieszę się, że "lądowanie" było miłe, zapraszam ponownie, aczkolwiek pojawiają się tu raczej jakieś rowerowe smęty :)

      Pozdrawiam!


      @Wojtek:

      Znać się nie znamy, ale wychodzi na to, że jeździliśmy w sobotę w jednej grupie i siedzieliśmy koło siebie w knajpie... :) Tak czy inaczej, po przeczytaniu Twojego komentarza kolejny raz przekonuję się, że świat jest naprawdę mały! :)

      Usuń