10 czerwca 2013

Powrót do przeszłości - Kross Grand Mountain

Cofnę się do tegorocznej majówki, którą spędziliśmy na działce. Ale - zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią - nie o działce będzie, a o rowerze. O moim Pierwszym Rowerze Górskim! Na ten chlubny tytuł zasłużył Kross Grand Mountain kupiony podczas wakacji w 1998 r. To było coś... O ile dobrze pamiętam (a mogę pamiętać źle, bo miałem wtedy całe 11 lat ;)),  rowery górskie były wówczas na polskim rynku od niedawna i było to coś o czym marzył każdy (no, prawie każdy...) chłopak. Po erze składaków i BMXów nastała era górali, które to też często pełniły funkcję najpopularniejszego (ex aequo z zegarkiem elektronicznym!) prezentu pierwszokomunijnego. Teraz nastały nieco inne czasy i na Pierwszą Komunię kupuje się ponoć ajpady, kłady i laptopy, a nie takie badziewie jak rower... Ale to już inna kwestia. Wracając do bohatera tego wpisu, najwyższy czas pokazać go światu!


W niejednej głowie zapali się pewnie czerwona lampka i pojawi się pytanie ale czy to na pewno Kross? Tak - naklejek postanowiłem się pozbyć (żebym to ja pamiętał, dlaczego...), a oryginalny przedni widelec musiał zostać wymieniony po tym jak pewnego razu wygiąłem go wjeżdżając prosto w latarnię. Do dziś zastanawiam się, jak to zrobiłem i do dziś nie potrafię znaleźć odpowiedzi. Zdarza się...

Dla niewiernych Tomaszów mam jednak dowód:


Jak zwykł mawiać Robert Burneika - nie ma lipy - KROSS BICYCLE COMPANY brzmi dumnie!

Poniżej trochę więcej zdjęć. Nie ma co się rozpisywać, myślę że mówią same za siebie:







Osprzęt Shimano SIS! 6-rzędowy wolnobieg, mikroindeksowana manetka przedniej przerzutki, ciężka, stalowa rama, eleganckie zakończenie rury podsiodłowej i stylowa klamka hamulcowa (nie jakieś tam djułal kontrole...). No i cantilevery. Chociaż tak naprawdę jeden cantilever, bo tylny hamulec wymieniłem pewnego razu na jakiegoś nołnejmowego v-brake'a.

Obecne napędy mają nawet po 11 rzędów, ramy są wykonywane z włókna węglowego, tytanu, magicznych stopów aluminium, wszystko jest lżejsze i ładniejsze. Nie ma w tym w sumie nic dziwnego - kolarstwo nie jest z pewnością jedyną dziedziną, gdzie można zauważyć ogromny postęp technologiczny. Takie właśnie miałem odczucie oglądając sobie Krossa na działce - inna epoka. Jednocześnie jednak zadałem sam sobie nieco tendencyjne pytanie - czy nie czerpało się wtedy przyjemności z jazdy? Pewnie, że się czerpało (co za dialog wewnętrzny!). Przejechałem na tym rowerze jakieś 6000 kilometrów, wspomnień jest mnóstwo, uśmiechu na twarzy było jeszcze więcej. I myślę, że o to właśnie chodzi - owszem, dobry sprzęt również potrafi cieszyć, jeździ się na nim wygodniej, efektywniej, szybciej itd., ale u podstawy tego wszystkiego leży wciąż ta wielka radocha jaką daje sama jazda. Prędkość, wiatr, satysfakcja z przejechanych kilometrów i różne inne piękne zjawiska ;)

Fajnie sobie powspominać. Z czasem Kross zrobił się dla mnie nieco za mały (albo raczej ja za duży) i nastała era Authora (zapraszam na zaktualizowaną stronę Sprzęt). To już była nieco inna jazda. Inna, ale też rewelacyjna. Potem przyszedł czas na szosę. I też jest super. Rower to jest to! :)

15 komentarzy:

  1. Witaj Pawle,
    Twój wpis bardzo mnie zaskoczył ponieważ zdałem sobie sprawę, że w okolicach 97 roku w moim garażu wylądował taki sam rower! Ja ujeżdżałem BMX'a, potem górala komunijnego, a gdy z nich wyrosłem to jeździłem na tym właśnie rowerze i to aż do 2008 roku gdy go zajeździłem. Miewał swoje fanaberie, ale w międzyczasie wymieniłem w nim osprzęt na 8 biegowe alivio, nowe koła itp. Oj ile ta rama ważyła, oj ile razy się na niej wywróciłem, wjechałem w drzewo itd...

    Piękne wspomnienia!


    pozdrawiam Fizik
    na-rower.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Heja!
    Dokładnie, a może nawet okazalej prezentował się mój góral Grand! Okazalej bo rodzice na komunię zakupili mi go z bagażnikiem i ciężkimi metalowymi błotnikami, było też światło z przodu i z tyłu. Na takim pojechałem na swój pierwszy wyścig zajmując ostatnie miejsce.:)

    Ale dokładnie takie same gripy, cantilevery, klamki i manetki. Nawet malowanie identyczne, tylko u mnie był czerwony zamiast zielonego.

    Miało się taki to się jeździło, i było fajnie!

    Pozdrowienia, R.

    OdpowiedzUsuń
  3. No proszę! Ilu użytkowników starego poczciwego Krossa, nie spodziewałem się tego :) Dzięki za odzew Panowie! Najfajniejsze jest w tym wszystkim to, że te rowery - nieważne ile ważyły i z czego/jak były wykonane - potrafiły cieszyć. Kto wie - może po części dzięki nim są w Internecie trzy blogi rowerowe więcej...? ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Swój kupiłem w tym samym roku! Mam go do dzisiejszego dnia.
    Fajny blog. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. O proszę... Dobry rocznik! ;) Cieszę się, że blog się podoba.

    Zapraszam i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ...nieważne ile ważyły i z czego/jak były wykonane - potrafiły cieszyć...

    Dalej potrafią :) Mój stalowy Grand Adventure-S ma się całkiem dobrze i nadal nakręca kilometry. Rocznik 2001 :) btw, ładne było to stare logo Krossa :)

    OdpowiedzUsuń
  7. W takim razie wielki plus dla Ciebie za wierność! :) Dużo już przejechał?

    Tak, logo miało coś w sobie, aczkolwiek wg mnie zmiana chyba wyszła im na lepsze.


    Dzięki za odwiedziny, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. W czwartek stuknęło mu 25 kkm.
    Trafiłem przypadkiem, ale chyba będę zaglądać częściej :)

    OdpowiedzUsuń
  9. No to już elegancki dystans. Życzę jeszcze co najmniej dwa razy tyle :)

    Ostatnio niestety niewiele się działo na blogu, bo pracy mnóstwo, ale spróbuję się w miarę możliwości poprawić ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Taki osprzęt to ja miałem na swoim rowerze do zeszłego roku i dopiero w tym wymieniłem go na nowocześniejszy, w dodatku wyłącznie za sprawą wyciągniętego łańcucha.
    Łańcuch -> wolnobieg 6rz zmiana na kasetę 8rz -> piasta->przerzutka-> manetki. Zresztą ten rower od 2 lat służy mi już tylko "do lasu", bo przerzuciłem się na szosę.
    A co do nieindeksowanej manetki, to jest ona "mikroindeksowana". Nieindeksowane to były te przed systemem SIS. Kiedy weszły SISy to uważałem to za fanaberie, bo w końcu jednym pewnym ruchem ręką w okolicy ramy zawsze ustawiałem taki bieg jaki chciałem... No, może czasem z jedną poprawką. A dziś - podcinane łańcuchy i bóg wie co, żeby zmiana zachodziła sama, pod obciążeniem, bez zgrzytów i błyskawicznie. Zgadzam się z Tobą, że postęp technologiczny jest niebywały.

    OdpowiedzUsuń
  11. U mnie zmiana wynikała przede wszystkim z tego, że z czasem Kross stał się dla mnie po prostu za mały... Osprzęt działa do dziś i pewnie jeszcze sporo dałby radę przejechać.

    Mikroindeksacja - masz rację - już poprawiam, dzięki za czujność! :)

    Dopadłem ostatnio książkę poświęconą rowerom od strony inżynieryjno-technicznej. Zapowiada się ciekawa lektura, mam nadzieję, że się nie zawiodę - będzie pewnie parę zdań na blogu.

    Przy okazji - może to tylko moje subiektywne odczucie, ale odnoszę wrażenie, że częściej ludzie zaczynają jeździć na szosie po przygodzie z MTB niż odwrotnie... Ale może wziąłem pod uwagę zbyt małą próbę ;)

    Dzięki za odwiedziny i komentarz, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. wczoraj na moim 7-letnim Krossie zrobiłam 41 km, jutro jadę oglądać new bike. Trochę smutno mi pozbywać się tego roweru bo trochę razem przeżyliśmy ale co poradzić .... czas na zmiany ... i trochę lżejszy rower

    pozdrawiam wszystkich posiadaczy Kross Mountain grand line :-)
    Anka

    OdpowiedzUsuń
  13. No właśnie - niby to tylko przedmiot, a można się w jakimś tam sposób "zżyć" :) Życzę wielu radosnych kilometrów z nowym wybrankiem! ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kross.. Może to zabrzmi śmiesznie, ale zacząłem szukać jakiegoś fajnego sprzętu do jeżdżenia i padło na Krossa. A najlepsze jest to że dokładnie dzisiaj, jak byłem na przejażdżce rowerowej zorientowałem się że mój obecny bike to wlaśnie.... Kross! Grand Mountain... nie wiedziałem bo naklejka Kross była mała i nie miałem świadomości :D pzdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krossy są wszędzie! ;) Można spytać, na który model padł wybór tym razem?

      Pozdrawiam!

      Usuń