24 marca 2013

Karta rowerowa - rok 1997

Robiąc ostatnio porządki w mieszkaniu (coraz mniej już zostało do uporządkowania po przeprowadzce!) natknąłem się na nie lada ciekawostkę - moją kartę rowerową. Zastanawiam się jedynie, dlaczego znajduje się w stanie zbliżonym do dokumentów wydawanych w okolicach II wojny światowej ;) Tak naprawdę, zbyt często jej ze sobą nie woziłem - wówczas unikałem jeszcze ruchliwych ulic i krążyłem na rowerze po leśnych gęstwinach ;) Pozwoliłem sobie oszczędzić Wam cierpienia i dyskretnie ocenzurowałem swoje oblicze z tamtych czasów. Poniżej tytułowy artefakt:

5 komentarzy:

  1. No szkoda, szkoda, że nie dałeś nam zobaczyć swego oblicza!
    A znalezisko świetne :D fajna pamiątka dla potomnych. Ja swoją gdzieś zgubiłam :( Nikt mi nie uwierzy, że zdałam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja zdałem kartę rowerową za drugim razem, a i moje prawo jazdy to historia godna Trylogii Sienkiewicza. Po wielu latach również nalazłem moją kartę i przypomniała mi się wtedy taka historia z nią związana. W mojej okolicy zamieszkiwało sporo młodocianych chuliganów, którzy zanim dali komukolwiek w pysk, prowadzili z nim dosyć rzeczową konwersację. W moim przypadku najczęściej zatrzymywali mnie, gdy jechałem na rowerze i rzucali hasłem: "Karta rowerowa jest? Nie ma? A to szkoda" i dup z buta w ramę albo koło. Nie było jak się bronić, więc starałem się unikać pewnych ulic i placów aż do momentu, gdy zdobyłem już ten dokument i w końcu mogłem poczuć się pewnie.
    Któregoś dnia wziąłem kartę do specjalnego etui, takiego jak na legitymację szkolną, zawiesiłem na szyi i ruszyłem na podbój zakazanych do tej pory placów. Gdy zobaczyłem moich dotychczasowych prześladowców, bardzo się ucieszyłem. "I co mam!" - powiedziałem dumnie, na co jeden z nich: "I co z tego! A pozwolenie na wjazd na plac jest? Nie ma? A to szkoda i dup...

    Dziś dwóch z nich siedzi we Wronkach, dwóch następnych na odwyku, a jeden został radnym dzielnicy. Czyli wszyscy mają przeje***e, a ja wciąż jeżdżę na rowerze...

    OdpowiedzUsuń
  3. @Zeniorra:

    Tak, przyznam, że sam już dawno zapomniałem o jej istnieniu. Ciekaw jestem, czy "potomni" dożyją jeszcze czasów, kiedy karta rowerowa jako taka będzie jeszcze funkcjonowała (czy może ja coś przeoczyłem?), czy wszystko będzie zapisane w jakimś magicznym, przepastnym systemie komputerowym, do czego chyba się dąży. Bo że rowery miałyby "wyginąć" - tego nie przyjmuję do wiadomości! ;)


    @Daniel:

    Wielkie dzięki za komentarz - historia z jednej strony zabawna, z drugiej smutna. Przypomniało mi się, jak kiedyś dwóch bliżej mi nieznanych wyrostków chciało mi ukraść rower - przepędził ich na szczęście pan z kiosku ;) No i świetna puenta... :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Uuu, poważna sprawa :) Pamiętam te czasy, kiedy karta rowerowa miała dla młodego użytkownika wartość większą niż dowód osobisty dla dorosłego ;)

    Za to jak przypomnę sobie, jaką miałem wtedy fryzurę, jest mi znacznie mniej do śmiechu ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. A jakże, przecież to już prawie prawo jazdy...! ;)

    Z podobnych co Ty powodów postanowiłem zakryć swoje zdjęcie - nikomu by to nie wyszło na dobre ;)

    OdpowiedzUsuń