03 lipca 2014

Magdalena Stopa - My, rowerzyści z Warszawy


Jakiś czas temu dostałem od żony świetny prezent - książkę Magdaleny Stopy z fotografiami Federico Caponiego - My, rowerzyści z Warszawy. Tytuł jednoznacznie wskazywał, że powinienem znaleźć w niej coś dla siebie. Szybko postanowiłem się o tym przekonać i równie szybko zostałem wciągnięty niczym zbyt luźna nogawka w mechanizm korbowy.

Na początku przechodzimy przez łatwo przyswajalną lekcję historii warszawskich cyklistów. Dowiemy się czegoś o Warszawskim Towarzystwie Cyklistów (WTC), tygodniku Cyklista z XIX wieku czy o nauce jazdy Bolesława Prusa na bicyklu. W książce znajduje się również wzmianka o tym, że (mniej lub bardziej) podobnie jak dziś, cykliści nie mieli łatwo. Byli bowiem często postrzegani jako uosobienie wszelkiej maści sił nieczystych, gdyż ludziom nie mieściło się w głowie jak można utrzymywać równowagę (i do tego jechać!) na dwóch kołach ustawionych jedno za drugim. W książkę warto się zaopatrzyć chociażby dla opisu wyposażenia, które zgodnie z regulaminem WTC z 1888 roku (oraz ze względu na powyższą opinię o amatorach nowego sposobu przemieszczania się) powinien posiadać cyklista. Nie zdradzam...!

Dla rowerzystów-warszawiaków interesująca może być również historia Dynasów, czyli okolic ulic Oboźnej, Topiel i Tamki, gdzie znajdowała się siedziba WTC oraz tor wyścigowy. Chociaż z ówczesnych zabudowań nie zostało wiele, w głowie zaświtał mi pomysł, aby któregoś dnia wybrać się w te okolice i spojrzeć na nie z nieco innej perspektywy.

W dalszej części książki spotykamy się z już nieco bardziej współczesnymi cyklistami z Warszawy. Część nazwisk była mi znana wcześniej, z częścią zetknąłem się po raz pierwszy. Nie przesadzę chyba, jeśli napiszę, że czytając książkę można się od nich zarazić zamiłowaniem do roweru i jazdy na nim. Bohaterowie książki, rozmówcy autorki zajmują się przeróżnymi rzeczami, jednak łączy ich jedno - jak nietrudno zgadnąć - rower. Ludzie w różnym wieku, mężczyźni, kobiety, różne zawody, ale wspólna pasja. I to jest właśnie fajne.

W książce pojawia się również kilkukrotnie temat Warszawskiej Masy Krytycznej. Ta zaś kojarzy mi się nieco z moimi rowerowymi początkami i rokiem 2004, kiedy to kilka razy brałem w niej udział. Wspomniany jest jeden z historycznych przejazdów w tym właśnie roku, kiedy to policja zablokowała rowerzystów na Moście Świętokrzyskim i doszło do lekkiego starcia między jedną a drugą grupą. W tej Masie akurat nie jechałem, ale pamiętam jak w Internecie zrobiło się głośno o całej akcji. Wówczas WMK była jeszcze nielegalna. Skoro już grzebiemy w przeszłości, to znalazłem na dysku zdjęcia właśnie z 2004 roku - wówczas żelazka robiły lepsze zdjęcia niż aparaty w telefonach, więc wybaczcie słabą jakość...






W książce wspomniana jest również ścieżka rowerowa biegnąca przez (a właściwie pod...) Rondo Zesłańców Syberyjskich, którą to jeździłem wówczas (w 2004 roku) naprawdę często. Wspomniana jest dlatego, że aby przedostać się na drugą stronę ronda, trzeba pokonać niemałe schody - dosłownie. Za to rozwiązanie urzędnicy otrzymali podczas otwarcia ścieżki dyplom z wizerunkiem roweru z kwadratowymi kołami...

Ponieważ wszystko co dobre, szybko się kończy, szybko kończy się również książka Magdaleny Stopy. Po części za sprawą ciekawych historii, które pochłania się w mgnieniu oka, po części za sprawą dużej ilości klimatycznych zdjęć Federico Caponiego oraz innych graficznych smaczków uprzyjemniających ogólny odbiór. No i cóż ja mogę więcej napisać...? Polecam i zainteresowanych - nie tylko warszawiaków - odsyłam na stronę autorki, za pośrednictwem której można również zdobyć własny egzemplarz książki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz