No i cóż... Od mojego ostatniego kontaktu z rowerem i blogiem znowu minął spory kawałek czasu. Po drodze było parę ważnych spraw do załatwienia, beznadziejna, zdecydowanie niewiosenna pogoda i jakieś głupie choróbsko, które nie mogło wybrać sobie lepszego czasu na atak jak początek wiosny. Dobiega końca długo wyczekiwana majówka, która również upłynęła pod znakiem kiepskiej pogody i chociaż nie była rowerowa to w jej trakcie trafiłem na rowerowy akcent, który postaram się wkrótce zamieścić na blogu.
Dzisiaj pogoda wreszcie postanowiła się ogarnąć i za oknem możemy obecnie podziwiać to, co nazywam idealną pogodą na rower, czyli pięknie świecące słońce, dwadzieściaparę stopni i lekki, chłodny wiaterek. Ponieważ żona też stęskniła się za rowerowaniem (tym bardziej, że od teraz będzie jeszcze jeździć z długo wyczekiwanym koszykiem na kierownicy! ;)), a szkoda byłoby siedzieć w domu kiedy na zewnątrz jest tak wspaniale, postanowiliśmy pokręcić sobie dziś po okolicy. Szosa musi jeszcze chwilkę poczekać :)
Jeżdżąc po okolicznych bemowskich lasach, wpadliśmy na chwilę na poligon, który ostatni raz odwiedziłem w zimie pod koniec stycznia. O tej porze roku teren wygląda zupełnie (no, umówmy się, że główną różnicą jest brak śniegu... ;)) inaczej. Nie pamiętałem, co dokładnie obejmowało zdjęcie zrobione w zimie z jednego ze wzniesień, więc porównanie nie jest idealne, ale wersję wiosna/zima można zobaczyć poniżej:
Jak wspomniałem przy okazji tamtego wpisu, może któregoś razu wpadnę na poligon na dłuższą chwilę i postaram się lepiej z nim poznać.
Na ścieżkach było dziś mnóstwo rowerzystów. Może nawet za dużo ;) Jechaliśmy sobie spacerowym tempem i po prostu cieszyliśmy się wiosną i zielenią naokoło. Po tych kilku miesiącach ponurej beznadziei za oknem to zdecydowanie pozytywna odmiana i miejmy nadzieję, że taki stan rzeczy utrzyma się przez dłuższy czas. Ze względu na to, że w wielu miejscach jest jeszcze sporo błota/wody pozostałych po roztopach i ostatnich deszczach, musieliśmy na chwilę wskoczyć na tory kolejowe, które chociaż niekoniecznie są przystosowane do poruszania się po nich rowerem to prezentują przyjemny widok:
Dzisiaj też po raz pierwszy w życiu widziałem znak ostrzegający przed samochodami. Może dlatego, że niezbyt często jeżdżę po torach? ;)
Mógłbym się jeszcze długo zachwycać, ale postaram się powstrzymać. W skrócie - jechało się bardzo przyjemnie (aczkolwiek, jak już kilkakrotnie wspominałem, powolutku dojrzewam do wprowadzenia pewnych zmian w Authorze w celu zwiększenia wygody), pogoda była genialna, towarzystwo doborowe :) więc czego chcieć więcej? O, wiem! Kolejnej takiej wycieczki :)
Dzisiejsza jazda wniesie też zapewne coś do mojego szosowania, a mianowicie pewne urozmaicenie w kwestii tras. Drugi raz trafiliśmy dziś na ul. Sikorskiego łączącą Stare Babice z Klaudynem i wydaje się ona być świetna, jeśli chodzi o jazdę na szosówce. Zastanawiam się, dlaczego dotąd jeszcze nią nie jechałem (pomijając krótki odcinek od 3 Maja w Mościskach do Ekologicznej)... Mam oczywiście nadzieję, że na całej długości nawierzchnia jest tak przyjemna jak na wysokości Janowa. Trzeba to będzie sprawdzić, koniecznie! :)
Tym oto skromnym wpisem chciałbym skłonić pogodę do zaprzestania wykręcania głupich numerów w postaci jakichś opadów, niskich temperatur i innych bzdur. Odtąd ma być ładnie, bo ludzie chcą jeździć na rowerach. Koniec, kropka!
Cała Sikorskiego od ronda w Babicach, do 3 maja ma super asfalt, który nie dawno był wymieniany.
OdpowiedzUsuńBardzo często tędy jeżdżę ze względu właśnie na jakość nawierzchni.
http://www.babice.waw.pl/remont_sikorskiego_pazdziernik_2011.htm
Przyznam, że po cichu liczyłem na Twój komentarz, dzięki! :) Tak sobie jeszcze próbowałem przypomnieć i wydaje mi się, że kiedyś - dosłownie raz - jechałem tamtędy z chłopakami z Pruszkowa i że nawierzchnia była taka sobie. Ale bardzo możliwe, że było to przed remontem w 2011 r., więc wszystko by się zgadzało. Pozostaje więc tylko jechać i sprawdzić.
OdpowiedzUsuńByć może do zobaczenia na Sikorskiego, pozdrawiam! :)
wspomniany przez Ciebie znak to "pędzące jeże z ładunkiem cargo". swego czasu stanowiły plagę maszynistów i wykolejały pociągi, stąd ostrzeżenia ;P
OdpowiedzUsuńZapamiętam i odtąd będę takich wypatrywał na drodze co by się nie wykoleić :)
OdpowiedzUsuńPS. Czy chodziło o "zmorę" maszynistów? ;)
jeśli chcesz, może chodzić o zmorę, plagę, przekleństwo, klątwę czy inna masakrę ;P
OdpowiedzUsuńBTW, sporo czasu minęło od Twojego ostatniego wpisu, chyba musimy się spotkać i nadrobić co nieco :)
Aż miło patrzeć na tę zieleń :) Wiosna >>> lato!
OdpowiedzUsuńA co do tego znaku... oby tylko kierowcy nie uznali, że skoro "maszynista ma znak", to kierowca ma pierwszeństwo na przejazdach kolejowych :D
Pozdrawiam!
Traktem Królewskim chyba w tym sezonie nie pojeździmy. Tam cały czas są jakieś kłopoty.
OdpowiedzUsuńhttp://www.babice.waw.pl/trakt_krolewski_maj_2013.htm
@Anonimowy1 :)
OdpowiedzUsuńJestem za, o ile oczywiście będziesz mógł wyczarować jakiś termin :) Doszły do moich uszu słuchy, że miały miejsce pewne zmiany? :>
@KochamRowery.pl
Taa... ;) Jak by nie patrzeć to połowa Internetu (tego, który mieści się na dyskietce, rzecz jasna) to filmiki z przejazdów kolejowych przedstawiające to, jak - przeważnie Rosjanom :D - udało się cudem uniknąć zmiażdżenia przez pędzący pociąg ;)
@Anonimowy2 :)
Kolejny raz dziękuję za "apdejt"! :) Rewelacyjnie wygląda ta kału... rzeka. Dziś co prawda jechałem Traktem, nawierzchnia jest elegancka aż do Królewicza Jakuba (jadąc od strony Warszawy) - dalej jest standardowo zryta. Tyle, że dziś było sucho...
Pozdrawiam :)
Tak, zaszły pewne zmiany, ale to nie miejsce na wyjaśnienia, nie ta branża ;)
OdpowiedzUsuńSkoro tak się sprawy mają to tak - trzeba się spotkać i odpowiednio uczcić owe zmiany :>
OdpowiedzUsuń